Gry katolickie nigdy nie były typem, w który namiętnie się zagrywałam. Właściwie kojarzę tylko jedną – Bądź uczniem Jezusa. Wyglądało to jednak jak trochę bardziej zaawansowany projekt na informatykę w szkole, a nie prawdziwa gra. Niedawno w mediach pisano o Priest Simulator, która ma być czymś w rodzaju Postala 2 z księdzem w roli głównej. Produkt tworzą Polacy. Czy zainspirował ich Smarzowski, nie wiem. Obecnie jednak najwięcej mówi się od JC GO. Cóż to takiego? W dużym skrócie – chrześcijańskie Pokemon GO. Serio.

What the hell?

Gra ma się ukazać z okazji Światowych Dni Młodzieży w 2019 roku. Pomysł przyklepał Watykan i sam papież Franciszek. Zasady JC GO będą bardzo proste. Zadaniem graczy będzie zbieranie Drużyny Ewangelizatorów. Święci nie będą jednak walczyć, podbijać kościołów ani zbierać kremówek do ewolucji (przepraszam, to ostatni żart tego typu w tym tekście). By złapać kogoś do drużyny, będzie trzeba odpowiedzieć na kilka pytań, zapewne z wiedzy religijnej. Jeśli najlepszym być naprawdę chcesz, jak nigdy dotąd nikt, musisz modlić się swoimi podopiecznymi. Nie wiem jeszcze, na jakiej zasadzie będzie to działało. Czy będziemy tapować w ekran, by nasza postać jak najszybciej przesuwała koraliki w różańcu? Czy może będziemy musieli stać przy jakimś kościele, by postać zaczęła się modlić? I dlaczego czuję, że w JC GO będą obowiązywały mikropłatności (okej, to był serio ostatni tego typu żart. Podobno faktycznie mają być opłaty, ale przekazywane na cele charytatywne)?

Czy tą grą można wielbić Boga?

Pomysł, wbrew pozorom, wydaje mi się całkiem ciekawy. Młodzież w trakcie swoich Dni i tak będzie chodziła po miastach, rozglądając się na prawo i lewo. Dzięki temu będzie mogła się czegoś nauczyć, dowiedzieć o miejscu, w którym się znalazła i poznać nowych idoli. Nie zmienia to faktu, że twórcy powinni uważać, aby takie śmieszki jak ja nie miały pożywki (jeśli kiedyś Popiełuszko zrespi się nad rzeką, to ja wysiadam). Nie wydaje mi się, by JC GO przyciągnęło do siebie kogoś nowego. Na pewno ruszą ją ci, którzy są już Kościołem zafascynowani i na Dni wybiorą się z czystej miłości. Ale dzieciarnia, która ma takie zabawy gdzieś i Papaczu (tfu, Pikatchu!) znudził się jej po tygodniu? Moim zdaniem nie będzie targetem. Walka o młodzież jest jak najbardziej uzasadniona. Wzmacnianie wiary przed dorosłością jest prostsze, może zostać z nami na dłużej. Jeśli Kościół nie przyciągnie do siebie młodego pokolenia, starsze wymrze i zacznie brakować im wyznawców. A skoro głęboko wierzą w to, że ich religia da wszystkim szczęście, to czemu mieliby go nie ofiarowywać nawet bardzo hojnie?

Z prochu powstała i w proch się obróci?

Niektórzy mówią, że to kolejna zrzyna, że durnowate i w ogóle zajęliby się czymś poważnym, a nie jakieś gierki. Ale Kościół nie istniałby bez zjawisk. A ta gra jest obecnie zjawiskiem. Prawdopodobnie przestanie nim być za tydzień i nie zacznie na nowo po premierze (w przeciwieństwie do Pokemon GO), ale to nic nie szkodzi. Sprawienie, by instytucja, która liczy sobie już dwa tysiąclecia, wymyśliła coś nowego pod słońcem, też mogłoby być trudne. A jeśli już się inspirować, to tylko najlepszymi, prawda? Jeśli będę pamiętać o JC GO w dniu premiery, może nawet zagram. Pobawię się przez weekend z ciekawości, potem ją odinstaluję i nie zmieni to w żaden sposób mojej opinii na temat czegokolwiek. Ale wiedzieć zawsze warto, nie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *