Bardzo lubię grać w tytuły, które ogrywałam w dzieciństwie lub w okresie nastoletnim. Nieważne ile gier wychodzi w danym roku, jak wiele kupiłam na wyprzedaży świątecznej lub ile czeka na mnie nawet nieodpalonych. Przychodzi taki czas, że mam ochotę powrócić do gierki sprzed lat i po prostu to robię, ogrywam ją po raz enty. Tak własnie było z Airline Tycoon Deluxe.

Czym jest Airline Tycoon Deluxe?

Moja historia z tą grą jest dość nietypowa. Swego czasu do magazynów o grach dodawano książeczki z kodami. Nazwijmy je ogólnie – tipsomaniaki. Ta, o której myślę nie pochodziła akurat z “CD-Action”, a raczej z “Cyber-Mychy”. Ktokolwiek pamięta jeszcze to pismo dla dzieciaków? Uwielbiałam je. W każdym razie! W którymś z numerów dodano taką książeczkę. A ja z jakiegoś powodu bardzo lubiłam ją przeglądać. Nie miałam nawet małej części wymienionych tam gier, o niewielu choćby słyszałam. Czytałam jednak ich tytuły, oglądałam screeny, które były dołączone do niektórych produkcji i oczywiście sprawdzałam, jakie podano do nich kody. A na podstawie tego, co można było osiągnąć dzięki kodom, analizowałam, na czym dana gra polega. Jedną z niewielu, które pamiętam, była właśnie Airline Tycoon – wtedy jeszcze bez wersji Deluxe. Były kody (część z nich pamiętam do dziś), był screen, zapowiadało się super. Jestem fanką strategii ekonomicznych, cierpię przez to, jak obecnie wygląda rynek tycoonów. Nic dziwnego, że nakręciłam się już wtedy. Nie do końca pamiętam skąd i jak szybko zdobyłam pierwszy egzemplarz gry. Chyba kupiłam sobie za jakieś kieszonkowe. Udało mi się w końcu zagrać i bardzo mi się spodobało. Nie widziałam jednak Airline Tycoon na oczy od lat. Aż niedawno wyskoczyła mi gdzieś na GOG-u. Dodałam ją do listy życzeń i niewiele później poinformowano mnie, że grę objęto sporą zniżką. Nie było mi żal paru złotych, wydałam je bez wahania i zaczęłam grać.

Lecę, bo chcę

Gra z GOG-a delikatnie różni się od tego, w co grałam przed laty. Przede wszystkim jest to wersja rozszerzona, zawierająca wszystkie dodatki. Kiedyś miałam tylko podstawową. Wciąż chodzi jednak o rozwijanie swojej linii lotniczej. Ucieszyłam się, gdy odnalazłam również polską wersję, która zrobiona jest w dość durnowaty sposób. Część dialogów jest wzięta ewidentnie z kilku różnych wersji na raz. Kilka zdań w jednej wypowiedzi potrafi znacząco różnić się intonacją czy choćby głośnością nagrania. Ale to nic! W tycoony nie gra się przecież dla fabuły. Ona tam jest tylko po to, aby dawać graczowi konkretne misje i cele do wypełnienia. A tych nie brakuje. Nie można powiedzieć, by były niesamowicie zróżnicowane. W większości z nich chodzi mniej więcej o to samo. Zdobywaj pieniądze dzięki lotom i rozwijaj jakiś tam aspekt albo wydawaj je na dziwne przedmioty. Mi to wystarcza. Przyznam, że gdy usiadłam do gry po latach szło mi dużo gorzej niż kiedyś. Nie mogłam się wdrożyć, łatwo przegrywałam, musiałam odnaleźć odpowiednie strategie. A to gra dość nietypowa. Jest zmieszaniem strategii z przygodówką.

Tak wygląda biuro jednej z postaci (zresztą mojej ulubionej)

Nie wykonujemy wszystkich czynności na kolejnych okienkach, do których mamy dostęp z jednego miejsca. Musimy nalatać się (heh) po lotnisku, aby móc zrobić cokolwiek. Nie jest to typowy system i nie zauważyłam, by przyjął się jakoś niesamowicie w branży. Nie szkodzi, niech Airline Tycoon będzie wyjątkowe! Ucieszyła mnie grafika. Oczywiście, że nie jest powalająca, ale zestarzała się naprawdę nieźle. Narzekać można tylko na muzykę, która po dłuższej chwili grania męczy. Na dodatek (przynajmniej w mojej wersji) po skończonym utworze gra zawiesza się na kilka sekund, zanim zacznie się następna piosenka. Z tych powodów muzykę wyłączyłam, odpaliłam w tle własną playlistę i bawiłam się dalej.

Czy to nadal dobra gra?

Grając, skupiłam się głównie na kampaniach, z którymi nie miałam do czynienia za dzieciaka. Zaskoczyło mnie kilka nowych opcji jak loty cargo lub budowa własnych samolotów. Producenci postarali się, aby ich dodatki naprawdę wnosiły coś do rozgrywki i były przyjemne do ogrywania. Po przejściu kilkunastu misji jednego jestem pewna – ta gra nie mogłaby wyjść w 2018 roku. I nie chodzi tu wcale o lekko toporną rozgrywkę czy starą grafikę, a raczej o specyficzny humor i rubaszność. Co takiego brzydkiego się tam dzieje? Za przykład możemy wziąć na przykład Araba (takiego z brodą i turbanem oczywiście), który sprzedaje nam paliwo, a przy okazji, po dostarczeniu mu futerału na wiolonczele (niezawierającego instrumentu) daje nam dostęp do tajemnego pokoju, w którym możemy zlecać sabotaż naszych przeciwników i ich samolotów.

Jeśli wcześniej nie podliżemy się stereotypowemu Arabowi, ten miły pan z broniami z gry dla dzieci, nie pomoże nam robić krzywdy przeciwnikom i ich samolotom :c

W agencji marketingowej wiszą plakaty z roznegliżowanymi paniami, a sprzedawczyni w sklepie bezcłowym jest, jak mawia młodzież, niezłym dupiszczem. Ja wiem, że to drobiazgi, ale twórcami gry nie byli ludzie z Rockstara. Ich niewinnej strategii dla młodzieży mogłoby się trochę oberwać. Mi te rzeczy nie przeszkadzają. Bawią mnie, ale nie przez swoją genialność żartów, a raczej właśnie przez wspomniane zderzenie z rzeczywistością sprzed lat. Ale tak poza tym? Nie narzekałabym, gdyby ktoś teraz wydał grę w tym stylu. Chętnie bym ją nawet kupiła! W pierwowzór nie da się grać zbyt długo. To fajna, ale dość powtarzalna gra, która miała wiele dobrych pomysłów, które zasługują na rozwinięcie. Przejście całej kampanii w jeden dzień nie byłoby niemożliwe, co najwyżej nudne. Zastanawiałam się również, czy w tytuł mógłby zagrać dziś ktoś, kto o grze lata temu nawet nie słyszał. Wydaje mi się, że tak. Do sposobu rozgrywki można się szybko przyzwyczaić, grafika nie odrzuca zbyt wrażliwych oczu, a dzięki GOG-owi, nie ma żadnego problemu z odpaleniem jej na nowszych sprzętach. Jeśli tylko zobaczycie ją na promocji za kilka złotych, śmiało bierzcie – dajcie jej szansę. Warto czasem polecieć w nieznane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *