W zamierzchłych czasach w cybernetycznym świecie życie toczyło się dobrze i spokojnie. Każdy trzymał swoje pixele przy sobie, każdy miał własny cel i prywatne sprawy, którymi się zajmował. Dobry duch Mario dbał o to, by świat nie rozpadł się w posadach, żołnierze w służbie Contry strzegli bram do spokojniej krainy, po której leniwie przechadzała się miara piękna – Lara Croft. Nikt nie przeczuwał, co wydarzy się jednego z całkiem niepozornych dni. Symbol obfitości i hedonizmu – Pac-Man jak zwykle wylegiwał się w słońcu, niecierpliwie wyczekując pory obiadowej. Obserwował najlepszego łowczego w okolicy, Crasha Bandicoota. Biegał w kółko z dziwną maską na pyszczku, mamrocząc wściekle pod nosem, że nie jest żadnym lisem, tylko jamrajem. Pac-Man nie był głupcem, wiedział, że przecież nie ma czegoś takiego jak jamraj. Dobrą zabawę przerwał mu cichy podszept tuż obok. Tajemniczy, piskliwy głos wwiercał się w jego kulę nieznośnie, nie dając mu spokoju. Pac-Man nie chciał go słuchać. Próbował uciekać, unikać go, jednak ten dopadał go w każdym miejscu. Starał się zagłuszyć go czymkolwiek innym. Wsłuchiwał się w mocne dźwięki wygrywane mu przez Dooma i spokojne melodie płynące znad murów Twierdzy. Nic jednak nie było w stanie mu pomóc. Nie wiedział, do kogo powinien zwrócić się o pomoc. Lekarze w klinice Theme Hospital wydawali się skupieni na czymś całkowicie innym, a szaman skarcił go, że jest zbyt zajęty wzywaniem przeciwników Diablo, by móc jakkolwiek mu pomóc. Siła Pac-Mana słabła z każdym dniem. Wola przetrwania i zdrowie psychiczne topniały niczym lód w krainie Księcia Persji. Dziś mówi się o złowieszczych ognikach w oczach Pac-Mana, o blednącej żółci jego powłoki, o nieprzyjemnych mantrach, które przebąkiwał pod nosem. Wtedy jednak nikt nie zwrócił na to uwagi, póki nie było za późno. Oszalały Pac-Man dopuścił się ostatecznie najgorszej zbrodni znanej postaciom. Skupiony na typowym dla siebie obżarstwie, pożarł save’y jednego z nich. Krainę ogarnęło przerażenie. Nikt nie mógł zrozumieć, jak to się stało. Kto był do tego zdolny? Winowajcę natychmiast złapano i postawiono przed sądem najwyższego króla, Podłużnego Klocka z Tetrisa. Na nic zdał się płacz i tłumaczenia Pac-Mana. Król był nieugięty. Zawiódł się mocno na swoim podwładnym, który uległ podszeptom wwiercającego się w jego głowę Wormsa. Wykończony po, jak się okazało, bezcelowej kilkudziesięciogodzinnej podróży Cloud Strife nie żądał niczego. Wiadome było jednak, że kara będzie okrutna. Król zdecydował się na jej największy wymiar. Wtrącił Pac-Mana do starych lochów porzuconych swego czasu przez Leoryka. Wpuścił wraz z nim okrutne duchy przeszłości i mary sumienia. Zjawy gonią go po dziś dzień, a za każdym razem, gdy Pac-Manowi wydaje się, że je pożarł, że wreszcie się uwolnił, pojawiają się nowe, przysyłane przez Księżniczkę, Która Jest W Innym Zamku, sprowadzając na niego kolejne fale szaleńczego cierpienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *