Nie istnieje gra multiplayer, w której ten problem nie występuje. Im większe środowisko graczy, tym gorzej. To oczywiście logiczne. W dużej grupie osób istnieje większe prawdopodobieństwo, że trafią się tacy, którzy nie potrafią funkcjonować wśród ludzi. Niektóre tytuły trafiają w poczet najpopularniejszych nie bez powodu. Nawet największy hype nie sprawi, że dużo osób będzie młóciło w dany tytuł tygodniami lub miesiącami. Gra musi być po prostu co najmniej dobra. Więc co robić? Zacisnąć zęby i pograć w coś fajnego czy może utonąć w świecie kampanii solowych i odłączyć Internet na wieki?

Jaka jest gra, każdy widzi

Gry to aktywność, której poświęcamy nasz wolny czas. Staramy się osiągać jak najlepsze wyniki i nie podoba nam się, gdy widzimy kogoś o zdecydowanie wyższych umiejętnościach i mniejszym czasie poświęconemu danemu tytułowi. Czasami w coś jesteśmy po prostu słabi, czasami mamy zły dzień, czasami wszystko idzie nie po naszej myśli. Bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi i często wściekam się przy grach. Zawsze jednak staram się zaciskać zęby, zastanowić się, co takiego znowu sknociłam, że umarłam, a przede wszystkim – zachować swoje nerwy dla siebie. Nie wykorzystuję opcji push-to-talk do uświadomienia moim współgraczom, że w stanie wściekłości potrafię charczeć lepiej od Nergala i od każdego słowa jestem w stanie stworzyć wiązankę, która obrazi towarzysza lub kogoś mu bliskiego. Wszyscy jednak wiemy, że istnieją ludzie, którzy nie kierują się tymi samymi zasadami co ja. Kiedy gorzej im idzie, zaczynają się denerwować, a przez to idzie im jeszcze gorzej, co doprowadza ich do szału i koło się zamyka. To przecież nigdy nie jest ich wina, że zginęli. To na pewno ten pieprzony support, który się uwziął i leczy wszystkich w drużynie, poza nim. Jemu nie dostało się nawet jedno HP. Czasami tacy piewcy toksyczności próbują być generałami. Wykrzykują rozkazy i strategie okraszone wulgaryzmami i oznakami zniecierpliwienia. Nikt nie lubi, gdy zwraca się do niego takim tonem, więc rzadko ktokolwiek słucha takich poleceń. Rzeczony generał widzi w tym jawną dezercję i obmyśla plany postawienia ich (oraz ich biednych matek) przed sądem polowym. A jeśli przy okazji wszyscy dookoła dostaną raka, zabiją się, odinstalują grę i zamkną mordy (niekoniecznie w tej kolejności) to już w ogóle dowództwa będzie w pełni kontent.

Mutacja zrobi z Ciebie X-Mena

Nie inaczej wygląda sprawa z dziećmi. Oczywiście są takie, z którymi nie da się współpracować. Zdarzało mi się jednak grać z „gimbusami”, którzy naprawdę dawali z siebie wszystko i byli gotowi na współpracę. Szkoda, że brak mutacji czyni ich w oczach toksycznych materiałem do oplucia i odstrzału.

Jak żyć?

Czy jest jakaś rada na toksycznych poza reportowaniem i trzymaniem kciuków za permanentnego muta? Polecam udawanie, że się tej wściekłości nie słyszy. Proste, suche komunikaty potrafią człowieka otrzeźwić. Można też ładnie poprosić go o spokój. Można go wyciszyć w danym meczu. A gdy się obrazi, ucieknie na respa i będzie tam podskakiwał bez sensu, byle go tylko nie wyrzucono za brak aktywności, cóż… Może jednak czasem warto wydrzeć ryja?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *